
Jak wiadomo nie od dziś, światem rządzą układy, znajomości. Rozumiem potrzebę pomocy swoim najbliższym, jednak w przypadku osadzania swojej rodziny, partnerek / partnerów na stanowiskach asystenckich w swojej pracowni lub też w pracowniach „po sąsiedzku” u swojego kolegi na uczelniach artystycznych, dany profesor narażony jest na śmieszność. Mimo upływu czasu nadal nic nie zmieniło się w tym temacie i do tej pory istnieją liczne przypadki takich zależności. W niektórych kręgach na przestrzeni dziejów powstały wręcz swoiste drzewa genealogiczne członków rodzin obejmujących po sobie posady.