Breaking News

Ostatnie lata przyniosły eskalację prowokacyjnych działań w kontekście zmian klimatycznych. W ramach działań ekoaktywistek i aktywistów protestujących w muzeach i galeriach sztuki w różnych częściach świata, zupą pomidorową oblane zostały między innymi „Słoneczniki” autorstwa Vincenta van Gogha, ziemniaczanym purée obrzucono „Stogi siana” Claude’a Moneta, a „Mona Lisę” Leonardo da Vinci „poczęstowano” zaś tortem. Mimo, że dzieła sztuki takiej rangi najczęściej chronione są pancernymi zabezpieczeniami, nie brakuje również przypadków uszkodzeń dzieł. Przykład stanowi między innymi działanie aktywistów przeciw polityce klimatycznej rządu Niemiec, którzy w ramach protestu przykleili się do zabytkowych ram obrazu Rubensa w Starej Pinakotece w Monachium, ostatecznie je uszkadzając. W czerwcu bieżącego roku aktywistka nakleiła na jeden z najsłynniejszych obrazów Claude’a Moneta pt. „Pole maków” kartkę z fikcyjnym pejzażem, pokazującym suszę, mimo, że obraz nie był wcale chroniony szkłem. Reakcje na taką formę demonstracji jak nietrudno się domyśleć są mieszane. Dla jednych ataki ekoaktywistek i aktywistów klimatycznych to skuteczny sposób na zwrócenie uwagi na pilne problemy ekologiczne, dla innych zaś bezsensowny proceder narażający dziedzictwo kulturowe na zniszczenie. Czy nie istnieją naprawdę lepsze sposoby wywierania wpływu na politykę i społeczeństwo w kontekście ekologii i zmian klimatycznych? Czy tego typu dyskusyjne działania nie przysparzają mimo wszystko więcej przeciwników niż zwolenników?