Dużo roboty

W bardzo licznych przypadkach na wyższych uczelniach artystycznych asystenci sprawują pieczę nad pracowniami pod permanentną nieobecność Profesorów. W końcu, żeby objąć po nich stanowiska w bardzo dalekiej perspektywie, pomijając etap doktoratu, habilitacji, itp. trzeba odpowiednio wkupić się w ich łaski i przez lata broń Boże im nie podpaść. Czy gdyby Profesorzy rzetelniej wykonywali swoją pracę potrzebny byłby w ogóle dodatkowy etat dla ich asystentek/asystentów? Czy obowiązki Profesorów są w rzeczywistości aż tak przytłaczające, że muszą posiłkować się dodatkowym stanowiskiem? Może gdyby należycie zajęli się swoimi podstawowymi obowiązkami na państwowym etacie, a nie chałturzyli na prywatnych uczelniach o profilach lub kierunkach artystycznych, mieliby znacznie więcej czasu na edukację artystyczną studentów, za którą w końcu również biorą pieniądze.

Reklamy