Tymczasem u świeżo upieczonych absolwentów ASP…

To smutne, że absolwenci uczelni artystycznych po ukończeniu studiów nie mogą liczyć na solidną formę wsparcia ze strony macierzystej uczelni. Pępowina urywa się z obroną dyplomu i wówczas już samotnie muszą mierzyć się z rynkiem pracy, weryfikując wiedzę i umiejętności nabyte podczas edukacji wyższej z rzeczywistością, która niestety nie jest równie kolorowa. W starciu z codziennością, na własnej skórze przekonują się, że rynek pracy wcale nie czeka na nich z otwartymi rękoma, a zorganizowanie autorskiej wystawy lub udział w wystawie zbiorowej bez kontaktów i patronatu uczelni wyższej jest niezwykle trudnym osiągnięciem. Odbijanie się od drzwi galerii w większości przypadków jest niemal nieuniknione i ostatecznie skazane na niepowodzenie. Na Akademii Sztuk Pięknych / Uniwersytecie Artystycznym tymczasem życie biegnie po staremu. Wykładowcy promują się na kolejnych wystawach w towarzystwie nowych studentów, dla których stanowi to w danym momencie nie lada wyróżnienie. Nie zwracają wówczas uwagi, że stanowią zaledwie tło dla artystycznych poczynań swoich profesorów, skupionych w większości przypadków na swoim wybujałym ego. Rozemocjonowani udziałem w kolejnych wystawach, rozwojem swojego artystycznego CV wierzą, że po ukończeniu studiów ta sielanka będzie w dalszym ciągu trwać, jednak jak się później okazuje niestety nie trwa. Byli wykładowcy z każdym miesiącem coraz bardziej zapominają o swoich byłych podopiecznych, mimo niezwykle serdecznych relacji w trakcie studiów, nie śledzą ich artystycznych poczynań, nie zapraszają do udziału w nowych wystawach, nawet tych rocznicowych, nie oferują jakiejkolwiek formy wsparcia. Wydawałoby się, że każda uczelnia powinna promować sylwetki swoich najzdolniejszych absolwentów, nawet po ukończeniu studiów, jednak jak się okazuje nie jest to w interesie profesorów z uczelni artystycznych, którzy prawdopodobnie nie chcą tworzyć dla siebie jeszcze większej konkurencji na rynku sztuki, mimo, że sami nie osiągnęli na nim większych sukcesów. Wielu absolwentów zrażonych niepowodzeniami w próbie zaistnienia, ostatecznie porzuca marzenia o karierze artystycznej i skupia się na rutynie dnia codziennego. Widok marnujących się talentów, niewłaściwie spożytkowanego potencjału jest zjawiskiem smutnym, ale niestety powszechnym w kręgach artystycznych, a przecież wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej.

Reklamy

Wygnanie z Uniwersytetu Artystycznego

W czerwcu bieżącego roku po 2 letnim procesie sąd pracy uznał, że zwolnienie profesora Jarosława Kozłowskiego z Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu przez ówcześnie nowo wybranego rektora Wojciecha Horę w 2016 roku było niezgodne z prawem i zezwolił na ponowne przyjęcia profesora w szeregi uczelni. Powodem pozbawienia go pracowni i usunięcia z rady wydziału, podobnie jak w przypadku kilkunastu innych profesorów, było ukończenie przez nich 70. roku życia. Profesor Kozłowski został odsunięty od pracy w wyjątkowo gorącej atmosferze w trakcie zajęć ze studentami, na które wtargnęły władze uczelni. Studenci stając w obronie profesora zaczęli wówczas protestować wobec decyzji rektora. Prorektor, który usłyszał odmowę na prośbę o opuszczenie budynku przez osoby spoza uczelni, prosił zgromadzonych o wylegitymowanie się, grożąc wezwaniem policji. Pomimo werdyktu sądu o ponowne przywrócenie profesora Kozłowskiego na dotychczasową posadę, we wrześniu bieżącego roku w prasie ponownie pojawiają się słuchy o kolejnych zwolnieniach profesorów, którzy ukończyli 70. rok życia, a konkretnie o zamierzeniach likwidacji pracowni prof. dr hab. Izabelli Gustowskiej. W obronie artystki zostaje wystosowany list do rektora, a w październiku zwołany protest tajemniczej nieformalnej grupy artystyczno performatywnej „Żubrzyce Mówimy NIE”, który poruszał dodatkowy problem ilości zatrudnianych na uczelniach artystycznych kobiet, które stanowią ok. 20 procentową mniejszość pracowników uczelni artystycznych. Czy uważacie, że likwidowanie pracowni profesorów kończących 70. rok życia i wysyłanie ich na przymusową emeryturę jest odpowiednim rozwiązaniem, czy zupełnie się z tym nie zgadzacie?