Oszustwo na marszanda

O tym, jak funkcjonują galerie sztuki i instytucje kultury w Polsce wiedzą najlepiej ci, co albo odbili się od ich drzwi, bezskutecznie chcąc zaprezentować światu swoją twórczość, na odchodne słysząc o zaplanowanym na parę lat do przodu programie lub ci, którzy dostąpili tego zaszczytu 🙂 ale w ostatecznym rozrachunku nic na tym nie zyskali, poza stratami materialnymi, które pociągnęła za sobą organizacja całego wydarzenia. Artyści przeważnie nawet nie mają co marzyć o honorarium za wypożyczenie swoich prac, mimo że z własnej kieszeni muszą pokryć między innymi koszt wydruku oraz oprawy prac, organizacji wernisażu (zakup wina oraz napojów bezalkoholowych, przekąsek itp.). W tym samym czasie sama instytucja, mimo że nie partycypuje w kosztach organizacji całej wystawy poza udostępnieniem przestrzeni wystawienniczej (za którą w licznych przypadkach musi również zapłacić sam twórca), dostaje niemałą dotację z urzędu miasta lub z innej puli na promocję lokalnych twórców. Pozyskane środki w rzeczywistości przeznaczane zostają na utrzymanie obiektu oraz pracujących w niej pracowników, zamiast przysłużyć się samym twórcom i zrekompensować im wszystkie koszty, jakie ponoszą podczas organizacji danego eventu, bo jak nietrudno się domyśleć sama prezentacja prac we wnętrzu danej instytucji kultury/galerii sztuki nie przynosi artystom sławy oraz intratnych kontaktów biznesowych, więc o jakimkolwiek zwrocie kosztów ostatecznie nie ma mowy.