Japoński grafik, plakacista i rzeźbiarz Shigeo Fukuda w swojej twórczości posługiwał się między innymi złudzeniami optycznymi, tworząc dwu i trójwymiarowe obiekty, które dawały wrażenie zmiany kształtu w zależności od punktu widzenia. Jego eksperymenty z optyką niezmiennie zaskakiwały widzów.
Category Archives: Co z tą Sztuką ?
Nie o taką Sztukę walczyłem!
W maju 2015 roku zapadł prawomocny wyrok w sprawie, którą reżyser Zbigniew Rybczyński wytoczył byłemu ministrowi kultury i dziedzictwa narodowego, aktualnie eurodeputowanemu Bogdanowi Zdrojewskiemu. W wytoczonej przeciwko Europosłowi PO sprawie cywilnej, reżyser zabiegał o przeprosiny na łamach prasy oraz uiszczenia 20 tysięcy złotych na cele społeczne za stwierdzenie, iż domagał się on od byłego ministra kultury zatrudnienia swojej żony w Centrum Technologii Audiowizualnych na stanowisku dyrektorskim. W przedstawionym po rozprawie oświadczeniu Bogdan Zdrojewski zapowiadał wniesienie skargi kasacyjnej, z czego wynika, że jednak nie zamierza dostosować się do zasądzonego wyroku i oficjalnie przeprosić Zbigniewa Rybczyńskiego.
Konflikt pomiędzy byłym ministrem kultury a światowej sławy polskim reżyserem rozwinął się w momencie nagłego zwolnienia Rybczyńskiego ze stanowiska dyrektora artystycznego CeTA w atmosferze skandalu w październiku 2013 roku. Reżyser twierdzi, że został zwolniony, gdyż wykrył malwersacje i nieprawidłowości finansowe w Centrum Technologii Audiowizualnych, o których informował Bogdana Zdrojewskiego. Inną sytuację przedstawia zaś sam Bogdan Zdrojewski rzucając cień na postać słynnego reżysera. Cała historia doprowadziła do sytuacji, że rozgoryczony konfliktem Rybczyński snuje plany by zrzec się polskiego obywatelstwa i ponownie emigrować z Polski. Miejmy nadzieję, że cała historia dobrze się zakończy i że nasz laureat Oscara odzyska dobre imię i nie będzie zmuszony do tak radykalnych decyzji.
Pier**lę nie tworzę
Problem przeciętnego polskiego artysty polega na tym, że na jego nowy obraz nie czeka kolejka umówionych klientów. Tworzenie przez całe życie obrazów do szuflady też chyba przestaje w końcu cieszyć. Szara rzeczywistość, może dopaść każdego twórcę, nawet gdyby jego twórczość byłaby nie wiadomo jak barwna. Kiedy sztuce brakuje okazji do konfrontacji i nie spotyka się z jakimkolwiek odzewem łatwo stracić wiarę, że to co robimy jest w ogóle coś warte.
Sztuka popularna
Artyści związani z powojennym prądem artystycznym Pop art dążyli do zobrazowania cywilizacji wielkomiejskiej, ilustrując powojenny konsumpcjonizm, czerpiący z dóbr materializmu. Nazwa kierunku z języka angielskiego w nieskróconej formie „popular art” w tłumaczeniu oznacza „sztukę popularną”. Czy aktualnie w dobie internetu o wiele prościej zdobyć popularność? Czy tysiące fanów na portalach społecznościowych to efekt przypadku, czy też przemyślane działanie, za którym stoją duże pieniądze? Czy popularność na pewno definiuje poziom artystyczny sztuki? Jak dowodzi chociażby przypadek Cecylii Gimenez, hiszpańskiej „restauratorki” odpowiedzialnej przez swoją próbę renowacji za zniszczenie fresku „Ecce homo” przedstawiającego wizerunek Jezusa, chyba jednak nie zawsze. Przypadek ten z pewnością nie pozostaje w historii sztuki osamotniony. Na jakiego typu popularności powinno w szczególności zależeć artystom, i czy popularność rzeczywiście powinna być celem każdego artysty, który chce zapisać się w kartach historii sztuki?
Nie mogę Pani pomóc
Jak wiadomo nie od dziś światem rządzą układy, znajomości. Dla bardzo zdolnych studentów, absolwentów marzących o karierze wykładowców akademickich jest to bez wątpienia krzywdzące, gdy ich marzenia okazują są po prostu nierealne, zważywszy chociażby na rodzinne koneksje rządzące uczelniami wyższymi.
Poklepmy się po plecach
Zdolni studenci
Współcześnie rynek Sztuki słabo weryfikuje wartość artystyczną polskich twórców. Zaledwie 21 – 25 procent absolwentów państwowych uczelni artystycznych znajduje pracę w swoim zawodzie po zakończeniu wyższej edukacji. Współczesny rynek pracy nie stwarza dobrych alternatyw, a utrzymanie się ze sprzedaży swoich prac w naszych realiach jest co najmniej wątpliwe, dlatego trudno się nie dziwić, że wykładowcy akademiccy tak kurczowo trzymają się swoich stołków.
SZCZYT MALARSKIEJ WIRTUOZERII
„Zatrzymać chwilę. Uchwycić ten szczególny moment kiedy światło odsłania naturę/świat/ i cywilizację, zdejmując z niego zasłony nocy i ciemności. Nie przesłaniać swym istnieniem bytu, ale ten byt do istnienia powoływać. Wnikliwie badać i upamiętniać jego niezwykła materię, przestrzeń. Zapisać grę blasku i cieni odbijających się na różnorodnej powierzchni czy to wody, szkła czy tynku. Oto wezwanie godne malarza – Leśnik wezwanie podjął.” Tak kwiecistym językiem prof. Bogdan Wojtasiak rozpoczyna swoją recenzję pt.”Rzecz Malarska” (napisana w marcu 2005 roku), w której wynosi prace Andrzeja Leśnika na szczyt malarskiej wirtuozerii. Nie ma to jak koledzy wykładający na tej samej uczelni wzajemnie poklepią się po plecach i utwierdzą w poczuciu własnego geniuszu. „Urzekła mnie kolorystyka ostatnich prac Andrzeja. Są zdecydowane pod względem syntezy formy i kolorów. Cieszą oczy. „głośne”. Po prostu RZECZYWISTOŚĆ MALARSKĄ Leśnik z mistrzostwem preparuje /syntezuje!/ swoją własną paletę barw, wyszukuje takie odcienie i przełamania koloru, jego nasycenie, głębię i walor- by dojść do owego specyficznego kolorytu obrazów odbieranego przede wszystkim w bezpośrednim kontakcie/ bardzo trudno do oddania w reprodukcji/.” „Pokazują w sposób niekonwencjonalny podróże malarza, obserwatora, badacza, który w szczegółach odnajduje urodę świata i życia. Tajemnicze i zakamuflowane, ale to dzięki temu intrygujące. Jeśli więc Leśnik maluje przez całe życie ten swój jeden obraz, to jest na pewno po mistrzowsku skonstruowany „obraz” dotychczasowego twórczego życia.” Czytając całą recenzję czasami aż trudno uwierzyć, że cały czas dotyczy ona prac autorstwa Leśnika. Czy od czasu tej pamiętnej wystawy o której rozpisuje się prof. Bogdan Wojtasiak znalazł się ktoś, kto osiągnął podobne „wyżyny” malarskiej wirtuozerii, czy w środowisku poznańskich artystów jest to na tyle powszechne zjawisko, że nie budzi już większej sensacji?
Życie pełne możliwości
15 kwietnia 2015 r. w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Pomorskiego zaprezentowano nową strategię promocji regionu wraz z nowym znakiem promocyjnym autorstwa znanego polskiego grafika Andrzeja Pągowskiego. Wykonawca znaku graficznego został wyłoniony poza konkursem, arbitralnie, decyzją gdańskich urzędników. Projekt wywołał wiele kontrowersji i był ostro krytykowany zarówno przez internautów, jak i wykładowców gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, którzy wyrazili zdecydowaną dezaprobatę zarówno dla samego znaku, jak i trybu prac nad wizerunkiem regionu. Prace nad logiem województwa pomorskiego trwały ponad rok i kosztowały podatników skromne 90 000 złotych.
W maju 2015 do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Śródmieście wpłynęło anonimowe zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa podczas zamówienia i realizacji nowego logo dla województwa pomorskiego. Po zbadaniu umowy przez prokuraturę ostatecznie zaniechano dalszego śledztwa, nie stwierdzając, że gdańscy urzędnicy przekroczyli swoje uprawnienia. Czy sprawiedliwości na pewno stało się zadość?
Trudne Rozprawy
W przypadku Roberta Kuty już dawno zatarły się granice między rzeczywistością a fikcją. Artysta, który uważa się za najsłynniejszego artystę na świecie, artystę przez wielkie „A”, świadomie manipuluje faktami tworząc spektakl wokół własnej osoby. Czy jego dokonania są realne, czy są tylko elementem jego artystycznej kreacji? Czy Robert Kuta ma szansę stać się najjaśniejszą gwiazdą sceny artystycznej, czy może rzeczywiście już nią jest? Czy jego kreacje, ekscentryczny wizerunek na pewno idą w parze z jego artystycznymi dokonaniami? Czy sztuka Roberta Kuty broni się sama, bez budzącego skrajne emocje autora?
