Naruszenie praw autorskich

Od dłuższego już czasu mój facebook’owy fanpage „Co z tą Sztuką?” oraz komunikator Messenger zasypywane są wiadomościami e-mail od oszustów podszywających się pod amerykański konglomerat technologiczny Meta (zarządzający między innymi portalem Facebook). W swoich wiadomościach informują mnie między innymi o tym, że treści przeze mnie publikowane naruszają prawa autorskie, nawołując do weryfikacji tych oskarżeń poprzez kliknięcie odpowiedniego profesjonalnie utworzonego przycisku, który zapewne zhakowałby moje konto i wykorzystał je w nieznanych mi bardziej szczegółowo niecnych celach. Wiadomości wysyłane przez oszustów są na pierwszy rzut oka zazwyczaj naprawdę profesjonalnie sfabrykowane. Treści wiadomości są poprawne stylistycznie, bez podejrzanych błędów językowych, literówek itp. gaf. W skrzynce e-mail nadawca wiadomości wyświetlany jest skrótowo, w stylu: „Meta Support Business”, „Departament Zgodności Meta”, „Meta Ads Team”. Dopiero po rozwinięciu szczegółów adresata wiadomości ukazuje się dziwny pełny adres e-mailowy, z którego została wysłana wiadomość, nie pozostawiający złudzeń, że na pewno nie wysłał go zespół Mety. Zawsze bądźcie czujni co klikacie w internecie.

Problem techniczny

Wielu artystów prowadząc fanpage na Facebooku premierowo dzieli się ze światem swoją twórczością. Wielu z nich przez lata udało się zebrać naprawdę pokaźną grupę obserwatorów. Publikując nowe posty to chyba naturalne, że liczą, że jak najwięcej osób z grupy ich obserwatorów wejdzie w interakcje z ich nowym postem zostawiając reakcję, komentarz lub też udostępnienie. Tymczasem okazuje się, że nowy post zamiast zostać wyświetlony wszystkim obserwatorom danego fanpage’a dociera zaledwie do bardzo małej grupy odbiorców. Twórcy zrezygnowani wynikami oglądalności i marnej interakcji, mający świadomość, ile pracy włożyli w stworzenie danego projektu często w końcu naginają się praktykom Facebooka i decydują się na wymuszoną opcję poszerzenia zasięgu swego posta za pomocą postu sponsorowanego, finansując coraz to większą zachłanność portalu, który świadomie tnie zasięgi postów, by następnie naciągać twórców na swoją płatną usługę.

Główny twórca serwisu społecznościowego Facebook został przedstawiony na rysunku w opatrzonej już w mediach wersji, gdyż bałem się, że jego aktualny wizerunek może nie być jeszcze dla wszystkich rozpoznawalny, przez co rysunek straciłby na swojej czytelności.

Usunęliśmy pewne treści opublikowane przez Twoją stronę.

Facebook niejednokrotnie zaskakiwał cenzurą treści, którą uważał za rzekomo sprzeczną ze standardami wyznaczonymi przez portal. W 2017 roku z portalu społecznościowego zostało usunięte między innymi zdjęcie rzeźby „Wenus z Willendorfu” z okresu paleolitu uznane przez administratorów za element pornograficzny. Zdjęcie opublikowała wówczas włoska archiwistka Laura Ghianda. O sytuacji zostało poinformowane wiedeńskie Naturhistorisches Museum, które w marcu 2018 roku ostatecznie wygrało proces z Facebookiem w tej sprawie. Jak widać Facebook ma częste problemy z odróżnieniem sztuki od pornografii, o czym świadczą inne nagłośnione medialnie przypadki, między innymi usunięcia zdjęć obrazów flamandzkiego malarza Petera Paula Rubensa oraz zdjęcia jednego z najbardziej znanych fotografów modowych XX wieku Irvinga Penn’a z cyklu „World is Small Room”.

Polub tę stronę, aby okazać swoje zainteresowanie.

Spośród grona moich wszystkich znajomych z szeroko pojętych kręgów artystycznych moje zaproszenie do polubienia fanpage’a „Co z tą Sztuką?” przyjęło 35% osób. Wydawałoby się, że znajomi, którym nie są obce zagadnienia, odwołania z historii sztuki i wiadomości kulturalne, w ramach artystycznej solidarności powinni być bardziej skłonni wesprzeć tego typu inicjatywę i okazać swoje zainteresowanie. Jak jednak pokazują statystyki, koledzy/koleżanki artyści skupieni na własnej działalności artystycznej lub dla odmiany sfrustrowani nieustannym brakiem weny, nie są wcale tacy chętni do okazania wsparcia innym „bo jeszcze broń Boże! komuś w przeciwieństwie do mnie wypali jakaś inicjatywa”. Bardziej chyba od całkowitej ignorancji irytują przypadki znajomych artystów/artystek, którzy bez żadnej krępacji zapraszają Cię do polubienia swojego fanpage’a mimo, że nie polubili wcześniej Twojego. Mam nieodparte wrażenie, że ta konkretna grupa znajomych po prostu przekłada wyższość swojej działalności artystycznej nad twórczość innych. Ich mylne mniemanie nie pokrywa się jednak najczęściej z rzeczywistością. Czy również odczuliście kiedyś podobną irytację na własnej skórze?

Adoracja

W 2013 roku na wystawie pt. „British British Polish Polish: Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś” zaprezentowanej w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej została przypomniana instalacja autorstwa Jacka Markiewicza pt. „Adoracja Chrystusa” powstała w 1992 r. w ramach nurtu tzw. sztuki krytycznej. Na filmie nagi artysta ociera się i pieści figurę Chrystusa na średniowiecznym krucyfiksie z Muzeum Narodowego w Warszawie. Motywacja artysty rzekomo polegała na obnażeniu tego co nie jest Bogiem. Markiewicz poprzez tego typu działanie w swoim odczuciu adoruje prawdziwego Boga, w przeciwieństwie do ludzi, którzy według niego w kościołach modlą się do wyrzeźbionych niby-bogów. Nie trudno się domyślić, że prezentacja filmu wywołała falę krytyki i protestów.

Czy współcześnie oddawanie czci fałszywym bożkom z różnych sfer życia człowieka i przywiązywanie nadmiernej wagi do spraw doczesnych kosztem Boga nie jest już zjawiskiem powszechnym? Czy nadmierna fascynacja doczesnymi urokami życia musi być jednak od razu postrzegana w kategorii bałwochwalstwa potępionego przez Kościół?