„Zatrzymać chwilę. Uchwycić ten szczególny moment kiedy światło odsłania naturę/świat/ i cywilizację, zdejmując z niego zasłony nocy i ciemności. Nie przesłaniać swym istnieniem bytu, ale ten byt do istnienia powoływać. Wnikliwie badać i upamiętniać jego niezwykła materię, przestrzeń. Zapisać grę blasku i cieni odbijających się na różnorodnej powierzchni czy to wody, szkła czy tynku. Oto wezwanie godne malarza – Leśnik wezwanie podjął.” Tak kwiecistym językiem prof. Bogdan Wojtasiak rozpoczyna swoją recenzję pt.”Rzecz Malarska” (napisana w marcu 2005 roku), w której wynosi prace Andrzeja Leśnika na szczyt malarskiej wirtuozerii. Nie ma to jak koledzy wykładający na tej samej uczelni wzajemnie poklepią się po plecach i utwierdzą w poczuciu własnego geniuszu. „Urzekła mnie kolorystyka ostatnich prac Andrzeja. Są zdecydowane pod względem syntezy formy i kolorów. Cieszą oczy. „głośne”. Po prostu RZECZYWISTOŚĆ MALARSKĄ Leśnik z mistrzostwem preparuje /syntezuje!/ swoją własną paletę barw, wyszukuje takie odcienie i przełamania koloru, jego nasycenie, głębię i walor- by dojść do owego specyficznego kolorytu obrazów odbieranego przede wszystkim w bezpośrednim kontakcie/ bardzo trudno do oddania w reprodukcji/.” „Pokazują w sposób niekonwencjonalny podróże malarza, obserwatora, badacza, który w szczegółach odnajduje urodę świata i życia. Tajemnicze i zakamuflowane, ale to dzięki temu intrygujące. Jeśli więc Leśnik maluje przez całe życie ten swój jeden obraz, to jest na pewno po mistrzowsku skonstruowany „obraz” dotychczasowego twórczego życia.” Czytając całą recenzję czasami aż trudno uwierzyć, że cały czas dotyczy ona prac autorstwa Leśnika. Czy od czasu tej pamiętnej wystawy o której rozpisuje się prof. Bogdan Wojtasiak znalazł się ktoś, kto osiągnął podobne „wyżyny” malarskiej wirtuozerii, czy w środowisku poznańskich artystów jest to na tyle powszechne zjawisko, że nie budzi już większej sensacji?
Życie pełne możliwości
15 kwietnia 2015 r. w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Pomorskiego zaprezentowano nową strategię promocji regionu wraz z nowym znakiem promocyjnym autorstwa znanego polskiego grafika Andrzeja Pągowskiego. Wykonawca znaku graficznego został wyłoniony poza konkursem, arbitralnie, decyzją gdańskich urzędników. Projekt wywołał wiele kontrowersji i był ostro krytykowany zarówno przez internautów, jak i wykładowców gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, którzy wyrazili zdecydowaną dezaprobatę zarówno dla samego znaku, jak i trybu prac nad wizerunkiem regionu. Prace nad logiem województwa pomorskiego trwały ponad rok i kosztowały podatników skromne 90 000 złotych.
W maju 2015 do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Śródmieście wpłynęło anonimowe zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa podczas zamówienia i realizacji nowego logo dla województwa pomorskiego. Po zbadaniu umowy przez prokuraturę ostatecznie zaniechano dalszego śledztwa, nie stwierdzając, że gdańscy urzędnicy przekroczyli swoje uprawnienia. Czy sprawiedliwości na pewno stało się zadość?
Trudne Rozprawy
W przypadku Roberta Kuty już dawno zatarły się granice między rzeczywistością a fikcją. Artysta, który uważa się za najsłynniejszego artystę na świecie, artystę przez wielkie „A”, świadomie manipuluje faktami tworząc spektakl wokół własnej osoby. Czy jego dokonania są realne, czy są tylko elementem jego artystycznej kreacji? Czy Robert Kuta ma szansę stać się najjaśniejszą gwiazdą sceny artystycznej, czy może rzeczywiście już nią jest? Czy jego kreacje, ekscentryczny wizerunek na pewno idą w parze z jego artystycznymi dokonaniami? Czy sztuka Roberta Kuty broni się sama, bez budzącego skrajne emocje autora?
Pośrednik Artystyczny
W czasach współczesnych przełamywanie tabu to najlepszy sposób na zyskanie rozgłosu i sławy. Przykład przekraczania granic w sztuce z pewnością może stanowić działanie młodej brytyjskiej artystki Millie Brown. „Oryginalna” artystka tworzy swoje prace pijąc zabarwione na wiele kolorów mleko, by następnie zwymiotować je na płótno. Jej abstrakcyjne prace porównywane są do dzieł Jacksona Pollocka – artysty nurtu akcjonistycznego. Jak można się domyślić jej działanie artystyczne spotyka się z różnymi reakcjami ze strony publiczności. Jedni doceniają działania artystki wróżąc jej wielką karierę, ktoś reaguje śmiechem, inni zaś zszokowani opuszczają miejsce performance’u uważając tego typu zachowanie za obrzydliwe. Artystka zyskała największy rozgłos po zaproszeniu do udziału w teledysku „Exorcist Interlude” gwiazdy pop Lady Gagi, w którym osobiście wymiotuje farbą na jej białą suknię. Jak widać współcześnie sztuka okazuje się rewelacyjnym polem do popisu dla sprytnych biznesmenów, którzy z prostego zjadacza chleba z artystycznym potencjałem, są w stanie zrobić artystę „wielkiego formatu”.
Beuys, Beuys, Beuys
Joseph Beuys był krytyczny wobec systemów politycznych. Miał nadzieję być katalizatorem przy tworzeniu nowego systemu, w którym władza i podejmowane decyzje byłyby w rękach wszystkich ludzi, niezależnie od ich statusu ekonomicznego. W 1982 roku zdecydował się na zrobienie antypolitycznego utworu w postaci muzyki popularnej pt. „Sonne statt Reagan”. Utwór skierowany był przeciwko polityce Ronalda Reagana, 40 prezydenta Stanów Zjednoczonych, w stosunku do Europy Zachodniej. Tworząc piosenkę pop chciał w jak najbardziej ekspansywny sposób dotrzeć do ludzi i zainspirować ich własną ideą.
Rejestracja
Artysta tworząc swoje prace z pewnością posiada chęć skonfrontowania owocu swojej twórczości z publiką. Jeżeli znajdzie jakąkolwiek placówkę kulturalną, która będzie zainteresowana promocją jego twórczości, co niestety jest szalenie trudne, musi zmierzyć się z okresem oczekiwania na swoją indywidualną wystawę. Na myśl od razu przychodzi mi nasza kulejąca Polska Służba Zdrowia, gdzie po procesie rejestracji następuje absurdalnie długi okres oczekiwania na zabieg. Czy istnieje skuteczna recepta na poprawę funkcjonowania zarówno Polskiej Służby Zdrowia, jak i placówek kulturalnych?
Galeria CSW
Instytucja kulturalna Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu od 2008 roku zajmuje się gromadzeniem, dokumentowaniem oraz wystawianiem sztuki współczesnej. W związku z „toruńską aferą taśmową” nagłośnioną w styczniu 2015 roku, zrodziła się żarliwa dyskusja na temat sztuki współczesnej oraz funkcjonowania toruńskiego CSW. Prezydent Torunia w ujawnionych nagraniach zarzucał między innymi aktualnie już byłemu dyrektorowi Centrum za dużą ilość etatów w placówce (łącznie 44 etaty) oraz zbyt słabą sprzedaż biletów na wystawy. Trudno się z tym nie zgodzić, gdyż w 2014 roku toruńskie CSW sprzedało zaledwie 5000 biletów. Mimo, że połowę kosztów działalności toruńskiego Centrum Sztuki Współczesnej pokrywa Ministerstwo Dziedzictwa Narodowego, samorząd miasta dokłada do utrzymania Centrum blisko 1,3 mln zł rocznie. Czy instytucje kulturalne tego typu w swoim programie nie powinny szukać inspirujących rozwiązań w celu ożywienia centrum i dążyć do samoutrzymania placówki? Czy sztuka współczesna jest rzeczywiście na tyle nieatrakcyjna dla przeciętnego odbiorcy, że wymaga dotowania przez miasto? Jaki los czeka toruńskie Centrum Sztuki Współczesnej?
Bitwa pod Warszawą
Narastający problem bandytyzmu stadionowego w Polsce sięga już lat 30. XX wieku. Pierwszym odnotowanym starciem fanów drużyn piłkarskich w Polsce było spotkanie Cracovii z Ruchem Chorzów w roku 1935. Zjawisko „ustawek” pojawiło się w Polsce jednak dopiero w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku, w wyniku ograniczenia przez policję i organizatorów meczów piłkarskich możliwości kontaktu kibiców przeciwnych drużyn na terenie stadionu. Do zwiększenia liczby „ustawek” przyczyniły się zmiany przepisów prawa z tzw.”zakazami stadionowymi” uniemożliwiającymi kibicom udziału w imprezach masowych. Pierwsza „ustawka”, tzw. sparing „trójmiejski” to historyczne wydarzenie w polskim ruchu kibicowskim, w ślad za którym poszły kolejne grupy kibiców. Podczas sparingu, ostatecznie nierozstrzygniętego, biły się wtedy łącznie 42 osoby. Tego typu „honorowe” starcie dwóch grup kibicowskich z punktu widzenia prawa jest nielegalne i karalne, jednakże jej uczestnicy nie są aktywnie ścigani, o ile w ich trakcie nie dojdzie do poważnych uszkodzeń ciała. Policja stara się jednak zapobiegać organizowaniu „ustawek” kibiców prowadząc działalność prewencyjną.
W jaki sposób wyjaśnić obrazy martwemu królikowi?
Wyzwania wyjaśnienia obrazu martwemu królikowi podjął się 26 listopada 1965 roku w drezdeńskiej „Galerie Schmela” niemiecki artysta, teoretyk sztuki Joseph Beuys. Przechadzający się po salach zamkniętej galerii sztuki zatrzymywał się przy obrazach i opowiadał o nich martwemu zwierzęciu na ramieniu. Początkowo widownia miała możliwość oglądać artystę wyłącznie przez okna. Dopiero po trzech godzinach wpuszczono ich do środka, gdzie mogli ujrzeć artystę odwróconego tyłem, siedzącego na krześle, który tulił królika i opowiadał mu o sztuce. W swoim zamyśle Artysta chciał pokazać, że tak samo ważne jak tworzenie dzieła, efekt końcowy jest sam rytuał wyjaśniania sztuki. Publiczność, zdaniem Beuysa nie była wdzięcznym słuchaczem. Uważał, że nawet martwy królik w większym stopniu doświadcza intuicyjnego kontaktu ze sztuką, niż żywa widownia.
Made in ASP
Państwowe uczelnie artystyczne z każdym rokiem kończy ponad 2 tysiące absolwentów. Najliczniejsze grono świeżo upieczonych magistrów sztuki stanowią plastycy. Zaledwie 21 – 25 procent spośród nich znajduje pracę w swoim zawodzie. Czy problem wynika z nadmiaru corocznie produkowanych absolwentów, czy też z niedostosowania poziomu kształcenia do potrzeb rynku pracy?

