Blue Women Art

Yves Klein, francuski artysta intermedialny, malarz i rzeźbiarz, mimo przedwczesnej śmierci na atak serca w wieku 34 lat, należy dziś do najważniejszych protagonistów powojennej awangardy. Pomimo trwającej zaledwie osiem lat kariery artystycznej pozostawił po sobie wiele dzieł malarskich, rzeźb oraz fotografii.

Największe międzynarodowe uznanie zyskał jako pierwszy twórca monochromów. Od lat 50. XX wieku w swoich pracach stosował głównie wynaleziony przez siebie błękit, uzyskany według własnej receptury, opatentowany pod nazwą International Klein Blue (IKB).

Artysta zasłynął również między innymi jako autor obrazów malowanych bez użycia pędzla, zastępując tradycyjne narzędzia ciałami nagich modelek, które pomalowane farbami zostawiały odciski na papierze lub płótnie.

Aktualnie dzieła Klein’a na aukcjach sztuki osiągają sumy sięgające ponad 30 milionów dolarów.

Zginiesz marnie, tak samo jak marnie żyłeś

Michelangelo Merisi da Caravaggio, włoski reformator malarstwa europejskiego przełomu XVI i XVII wieku, zapomniany w wiekach XVIII i XIX, odkryty na nowo dopiero w XX stuleciu, obecnie uznawany za pierwszego wielkiego artystę barokowego. Jak dowodzą liczne policyjne i sądowe akta wiódł on burzliwe i awanturnicze życie. W 1606 roku prawdopodobnie nieumyślnie zabił Ranuccia Tomassoniego, w konsekwencji czego zmuszony był zbiec poza rzymską jurysdykcję do Neapolu. W 1608 roku, w wyniku podejrzeń o pobicie jednego z kawalerów maltańskich, zbiegł na Sycylię. Po powrocie do Neapolu przeżył zamach na swoje życie z rąk nieustalonego sprawcy. Skomplikowany życiorys Caravaggia nie przeszkadzał mu we współpracy z Kościołem katolickim, którego był otoczony silną opieką jak mało który włoski malarz. Ułaskawiony w 1610 roku wyruszył do Rzymu, jednak nigdy do niego dotarł, umierając w drodze w wieku 39 lat. Okoliczności jego śmierci nie są jasne.”Zginiesz marnie, tak samo jak marnie żyłeś” – przepowiadał mu kreujący jego czarną legendę malarz Giovanni Baglione, rywal z którym artysta się procesował, a zarazem go naśladował. Sława artysty nie przetrwała jego śmierci dopiero w latach dwudziestych XX wieku krytyk Roberto Longhi zwrócił uwagę publiczności na Caravaggia na stałe wpisując go do kanonu europejskiej tradycji malarstwa.

Na pewno nie przeszkadzamy?

Jedna z legend krążących wokół osoby Stanisława Ignacego Witkiewicza, polskiego pisarza, malarza, filozofa, dramaturga i fotografika, wskazywała na rzekome uzależnienie artysty od narkotyków. Eksperymenty z narkotykami prawdopodobnie dokonywał jednak pod kontrolą znajomych lekarzy, którzy nawet dostarczali mu „zakazane” substancje. Nie przyjmował ich jednak w sposób ciągły, i nic nie wskazuje, żeby był uzależniony od żadnej z substancji, za wyjątkiem tytoniu. Pierwszych eksperymentów z narkotykami Witkacy dokonał podczas pobytu w Rosji, odkrywając ich stymulujący wpływ na wyobraźnię i powiększenie możliwości artystycznych. Na swoich obrazach skrupulatnie notował rodzaje zażytych substancji podczas procesu twórczego. Eksperymentował między innymi z kokainą, pejotlem, syntetyczną meskaliną, eterem oraz alkoholem.

Porn-art

Amerykański artysta Jeff Koons, kontynuujący w swej twórczości idee dadaizmu i pop-artu, w 1991 roku poślubił włoską gwiazdę filmów pornograficznych węgierskiego pochodzenia Ilonę Staller, znaną pod pseudonimem artystycznym Cicciolina. Staller, poza karierą w branży pornograficznej, zasłynęła również jako aktywistka polityczna, która jako pierwsza w historii gwiazda porno została wybrana do parlamentu państwa demokratycznego. Małżeństwo to przetrwało zaledwie rok, czego owocem był syn Ludwig, który przyszedł na świat już po ich rozwodzie i stał się przedmiotem batalii sądowej o prawo do opieki. Z okresu ich związku pochodzi skandalizujący cykl erotyczno-pornograficznych rzeźb i obrazów utrzymanych w kiczowatej stylistyce ”Made in Heaven” (1989-91), przedstawiający ich parę w pozycjach kamasutry. Od czasu związku z Ciccioliną, Koons zdecydowanie odbudował swoją zachwianą wówczas pozycję jako artysty głównego nurtu sztuki. Jego majątek szacowany jest aktualnie na co najmniej 500 milionów dolarów, przy czym wpływy na jego koncie rosną zapewne z każdym dniem. Najdrożej sprzedaną dotychczas pracą jego autorstwa jest ”Balonowy pies – wersja pomarańczowa” wylicytowany za sumę 58,4 miliona dolarów na aukcji sztuki nowoczesnej w Nowym Jorku w 2013 roku.

Biały Kruk

Mariusz Kruk malarz, rzeźbiarz, twórca rysunków, obiektów i instalacji przestrzennych oraz autor krótkich form poetyckich to bez wątpienia jeden z najbardziej wszechstronnych polskich artystów współczesnych. Prace artysty znajdują się między innymi w zbiorach Muzeum Narodowego w Poznaniu, Muzeum Sztuki w Łodzi, Fundacji Vox Artis, Kulczyk Foundation, Museum van Hedendaagse Kunst w Gandawie, Fond National d’Art Contemporain w Lyon. Prezentowane były na wystawach indywidualnych w kraju: Poznań, Kraków, Warszawa, Łódź, Sopot, jak i za granicą: Arnsberg, Berlin, Bruksela, Duisburg, Brema, Paryż, Edynburg, Nowy Jork, Kassel, Islandia, Budapeszt, Drezno, Kunzelsau.

Charakter jego twórczości, zrodzonej z wyobraźni poetyckiej artysty – marzyciela trafnie definiuje określenie „realizmu fantastycznego” stworzonego przez samego artystę. Artysta łączy to, co dobrze znane z tajemniczym, nieodgadnionym, świadomość z wiedzą i wyobraźnią. Jego twórczość przesycona jest metafizyką, dlatego jego obrazy zdają się być nieprzekładane na słowa.

Mariusz Kruk białym krukiem polskiej sztuki współczesnej?

Gdy studia skończyłem

Jak wygląda twórczość artystyczna absolwentów uczelni artystycznych? Czy dla wielu z nich wena twórcza nie skończyła się wraz z końcem studiów? Zadawane przez wykładowców tematy zmuszały studentów do twórczych eksperymentów i poszukiwań. Czy bez motywacji profesorów trudno jest im samym znaleźć i postawić przed sobą twórcze wyzwanie, temat do twórczej wypowiedzi? Czy abstynencja artystyczna nie działa przypadkiem na ich niekorzyść i ostatecznie nie przyczynia się do całkowitego zaniechania twórczej aktywności?

Adoracja

W 2013 roku na wystawie pt. „British British Polish Polish: Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś” zaprezentowanej w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej została przypomniana instalacja autorstwa Jacka Markiewicza pt. „Adoracja Chrystusa” powstała w 1992 r. w ramach nurtu tzw. sztuki krytycznej. Na filmie nagi artysta ociera się i pieści figurę Chrystusa na średniowiecznym krucyfiksie z Muzeum Narodowego w Warszawie. Motywacja artysty rzekomo polegała na obnażeniu tego co nie jest Bogiem. Markiewicz poprzez tego typu działanie w swoim odczuciu adoruje prawdziwego Boga, w przeciwieństwie do ludzi, którzy według niego w kościołach modlą się do wyrzeźbionych niby-bogów. Nie trudno się domyślić, że prezentacja filmu wywołała falę krytyki i protestów.

Czy współcześnie oddawanie czci fałszywym bożkom z różnych sfer życia człowieka i przywiązywanie nadmiernej wagi do spraw doczesnych kosztem Boga nie jest już zjawiskiem powszechnym? Czy nadmierna fascynacja doczesnymi urokami życia musi być jednak od razu postrzegana w kategorii bałwochwalstwa potępionego przez Kościół?

Szczęśliwego Nowego Wyroku!

Instalacja „Pasja”, stanowiąca część wystawy autorstwa Doroty Nieznalskiej, polskiej artystki wizualnej identyfikowanej z nurtem sztuki krytycznej pt. „Nowe Prace”, po wiadomości medialnej o tematyce i użytych przez artystkę środków artystycznych doprowadziła do oskarżenia jej o obrazę uczuć religijnych. Instalacja składała się z filmu przedstawiającego ćwiczącego na siłowni mężczyznę oraz obiektu w formie męskich genitaliów na krzyżu. Artystka 18 lipca 2003 roku w wyniku oskarżenia została skazana na karę sześciu miesięcy ograniczenia wolności (wykonywania pracy na cele społeczne). Po wniesieniu apelacji sąd wyższej instancji nakazał powtórzenie procesu. 11 marca 2010 roku w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbył się ostatni proces dotyczący pracy Nieznalskiej, ostatecznie uznający, że nie ma dowodów przemawiających za tym, że artystka miała na celu obrażenie innych osób.

W lutym 2008 roku Ryszard Nowak, przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa oskarżając Adama „Nergala” Darskiego, lidera black-deathmetalowego zespołu Behemoth, iż dopuścił się on przestępstwa obrazy uczuć religijnych podczas koncertu w klubie Ucho w 2007 roku niszcząc egzemplarz Biblii. Darski w swoim oświadczeniu, które złożył w prokuraturze w Gdyni tłumaczył, że jego zamiarem nie było obrażenie niczyich uczuć religijnych, a samo zdarzenie było elementem jego działalności artystycznej. Po serii procesów na linii Darski – Nowak w lutym 2014 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku podtrzymał wyrok sądu niższej instancji, ostatecznie uniewinniając muzyka.

W październiku 2010 roku policja zatrzymała malarza Krzysztofa Kuszeja, zabezpieczając 20 obrazów, którym prokuratura zarzuciła tematykę pornograficzną z udziałem dzieci. Artyście dodatkowo zarzucono produkowanie, rozpowszechnianie, prezentowanie, przechowywanie i posiadanie treści pornograficznych z wytworzonymi lub przetworzonymi wizerunkami małoletnich uczestniczących w czynnościach seksualnych. Ostatecznie Łódzki sąd uniewinnił artystę, przychylając się do opinii biegłych, że intencją malarza nie było pokazywanie pedofilii, tylko krytyczny sprzeciw przeciwko pedofilii w Kościele katolickim.

Magazyn „Der Spiegel” w czerwcu 2012 roku zaprosił niemieckiego artystę Jonathana Meesego do publicznej dyskusji na Uniwersytecie w Kassel na temat „Manii wielkości w świecie sztuki”. Artysta w swoim wystąpieniu zażądał „dyktatury sztuki” i dwukrotnie w geście hitlerowskiego pozdrowienia podniósł rękę. W związku, że w Niemczech używanie symboli narodowego socjalizmu jest godzącym w konstytucję czynem karalnym prokuratura domagała się ukarania artysty grzywną pieniężną w wysokości 12 tysięcy euro, wnosząc przeciwko niemu oficjalne oskarżenie. Jak dowodzi przypadek artysty performera wolność artystyczna dopuszcza jednak wyjątki od reguły. Przychylając się do wniosku obrońcy Meesego, Sąd w Kassel uniewinnił artystę stwierdzając ostatecznie, że oskarżony nie identyfikuje się z nazistowską symboliką, tylko ją wyszydza.

Czy wolność wypowiedzi artystycznej rzeczywiście nie powinna posiadać żadnych granic?

Salon Odurzonych

W XIX wieku niemożliwa była kariera artystyczna bez wcześniejszego zaprezentowania swych prac na paryskim salonie. Wobec stale rosnącej liczby zainteresowanych zaprezentowaniem swych prac na salonie, jury musiało odrzucać ich coraz więcej. W 1863 roku liczba nieprzyjętych dzieł mogła wynosić nawet 4000 prac. Złożony w tej sprawie list protestacyjny dotarł do Napoleona III, który po obejrzeniu odrzuconych prac zadecydował pokazać je na odrębnej wystawie nazwanej wówczas „Salonem Dodatkowym”. Wystawa prac odbyła się 15 dni po oficjalnym salonie i wsród łącznie 1200 obrazów 380 autorów znalazły się między innymi płótna E. Maneta, C. Pissarra, J. Mc Neilla Whistlera. Wystawa „Salonu Odrzuconych” stała się okazją do szydzenia z artystów i ich dzieł, mimo to znalazły się również głosy przychylne, w tym opinia Paul’a Mantz’a w „Gazette des Beaux-Arts” uważającego „Salon Odrzuconych” za przywrócenie wolności sztukom.

U schyłku lat sześćdziesiątych XX wieku powstał nowy styl muzyki, sztuk wizualnych, mody i kultury zwany Psychodelią. Największą popularność zdobył podczas „Lata Miłości” w 1967 roku rozprzestrzeniając się w USA, ogarniając następnie cały świat. Sztuka ta tworzona była pod wpływem psychodelików, substancji psychoaktywnych wywołujących mistyczne doznania duchowe, wielobarwne i zmiennokształtne efekty wizualne oraz wzmożoną wrażliwość na bodźce. Jak pokazuje historia niektórzy geniusze stworzyli największe dzieła sztuki pod wpływem substancji wpływających na działanie mózgu. Niektórzy z nich wpadli w szpony nałogu, inni tylko eksperymentowali. Jaką rolę odegrały narkotyki w sztuce i jak wyglądałaby bez ich udziału?

Będzie Ksiądz zadowolony!

Fresk autorstwa Elíasa Garcíi Martíneza pt. „Ecce Homo” (łac. „oto człowiek”) z Sanktuarium Łaski w hiszpańskiej Borji, przedstawiający Jezusa w koronie cierniowej stał się internetowym fenomenem w sierpniu 2012 za sprawą wówczas 80-letniej artystki – amatorki Cecili Giménez, która zdewastowała obraz podczas nieumiejętnej próby jego renowacji. Efekt pracy „artystki” w rezultacie został ochrzczony w internecie tytułem „Ecce Mono” (z łaciny „oto małpa”), „ziemniaczanym Jezusem” oraz w polskich serwisach społecznościowych „Jeżus’em”. Turystyczne zainteresowanie freskiem nasiliło się do tego stopnia, że kościół za możliwość jego obejrzenia zaczął pobierać opłaty. W ciągu roku nieudolnie odrestaurowany fresk obejrzało 40 tysięcy turystów, przy czym zysk ze sprzedaży biletów wyniósł 50 tysięcy euro. Dochód z prezentacji „dzieła” jak widać okazał się na tyle rentowny, że Pani Giménez za pośrednictwem swojego prawnika wyszła z postulatem pobierania części profitów w celu przekazania ich na cele charytatywne związane z leczeniem atrofii mięśni, na którą choruje jej syn.